Wf z klasą. Obciachem jest niećwiczenie

52-53 proc. dzieci, które uczęszczają do tamtejszych szkół, uprawia po lekcjach jakiś sport. W całej gminie zwolnionych z wf. jest zaledwie 1,2 proc. wszystkich uczniów. Jak to się robi, opowiada Jacek Lipiński, burmistrz Aleksandrowa Łódzkiego
Lipiński był jednym z panelistów w dyskusji "Jakiego wf. chcemy i potrzebujemy" w ramach "WF-u z klasą". To ogólnopolska akcja, której organizatorem jest Centrum Edukacji Obywatelskiej, "Gazeta Wyborcza" i Sport.pl przy patronacie Ministerstwa Sportu i Ministerstwa Edukacji. Szczegóły można znaleźć na stronie wfzklasa.sport.pl.

Przemysław Iwańczyk: Aleksandrów Łódzki, którego jest pan gospodarzem, trzy razy zdobywał tytuł sportowej gminy roku. Jak to się robi?

Jacek Lipiński: W 1972 r., mając zaledwie sześć lat, zacząłem świadomie przeżywać sport. Trenerami lekkoatletyki byli mój ojciec i dziadek, więc i dla mnie lekkoatletyka jest największą pasją. Przez wiele lat uprawiałem skok wzwyż, trzy razy udało mi się nawet wygrać z Arturem Partyką. W naszym samorządzie mimo wielu zadań sport jest sprawą priorytetową. Chcę żyć w zdrowym społeczeństwie, wiem, że wokół jest mnóstwo zagrożeń cywilizacyjnych, więc trudno dostrzec sprawę bardziej palącą.

Nie zarzucają panu, że zamiast inwestować w żłobki, przedszkola czy drogi, stawia pan hale sportowe i buduje boiska?

- Spotkałem się z tym i od razu odpieram te zarzuty. Niektóre samorządy skupiają się na budowaniu wielkich, bardzo widowiskowych obiektów. My budujemy funkcjonalne obiekty przyszkolne, w blisko 30-tysięcznym mieście mamy kilka pełnowymiarowych hal. Dysponujemy budżetem 110-120 mln zł, więc mogę sobie pozwolić na to, żeby na sport przeznaczyć 7-10 proc. To dużo, ale są to dobrze wydane pieniądze. Samorząd ma za zadanie zmieniać rzeczywistość i poprawiać życie mieszkańców, a nie być zakładem produkcyjnym czy fabryką.

Jak wiele dzieciaków w pana gminie uprawia sport?

- 52-53 proc. dzieci z naszych szkół uprawia po lekcjach sport w kilkunastu sekcjach. Na poziomie młodzików to wspaniała zabawa, kształtowanie charakteru i osobowości. Dopiero z tego poziomu możemy przejść do budowania sportu profesjonalnego. Nasi młodzi zawodnicy świetnie radzą sobie nie tylko w lekkiej atletyce, ale też w pływaniu, siatkówce czy koszykówce.

Przekonał pan rodziców, by nie pisali zwolnień z lekcji wf.?

- Sprawdziłem, że w całej gminie zwolnionych z lekcji wf. jest zaledwie 1,2 proc. wszystkich uczniów, w największych szkołach sportowych zwolnienia lekarskie stanowią promile. U nas obciachem jest niećwiczenie. Jeśli któryś z dyrektorów ma niepokojąco dużą liczbę niećwiczących, proszę o spotkanie i rozmawiam, co jest tego powodem. Dyrektorzy, kadra dydaktyczna i rodzice złapali sportowego bakcyla, wywiązała się rywalizacja między szkołami. Każda z nich specjalizuje się w jakiejś dyscyplinie i chce ją wygrać. Wiedzą, że obecny gospodarz miasta preferuje sport. Ale mamy też problemy wspierania tego sportu. Na dotacje dla klubów wydajemy około 2 mln zł, miejskie metropolie wydają po 8-10 mln. Nie chcemy dopuścić do sytuacji, w której dziecko osiągające sukcesy odchodziłoby od swojej dyscypliny, bo nie znalazły się pieniądze na godzinę pływania czy inne treningi. Ma szukać nowego klubu lub sponsora na własną rękę? Więc stawiam sobie za punkt honoru, że pieniądze na sport powinny się znaleźć i koniec.

Jak sport powszechny przekłada się na sport zawodowy?

- Nasz dyskobol Robert Urbanek zajął szóste miejsce na mistrzostwach świata w Moskwie. Mamy Karola Hofmana, syna Zdzisława Hofmana, mistrza świata w trójskoku z 1983 r. To u nas jest mistrz Polski w skoku w dal Adrian Strzałkowski. Poza lekkoatletyką mamy także dwóch medalistów mistrzostw świata w karate tradycyjnym - Damiana Stasiaka i Damiana Tomasika.

Ile godzin wf. w tygodniu ma statystyczny uczeń w Aleksandrowie?

- Około siedmiu godzin.

Kto za to płaci?

- Jeśli w jakiejś szkole priorytetem jest koszykówka, są godziny dodatkowe prowadzone przez trenerów w ramach godzin szkolnych. Ukierunkowani na lekkoatletykę mają nawet po 10 godzin wf. w tygodniu. Wszystko to finansowane jest przez samorząd. Tak jest w szkołach sportowych, w pozostałych funkcjonuje tzw. innowacja sportowa, czyli wf. za pieniądze przeznaczone na inwestycje.

Tytuł sportowej gminy roku odbierał pan trzy razy. To coś zmieniło w życiu mieszkańców?

- Aleksandrów przeżywał okres prosperity, specjalna strefa ekonomiczna wygenerowała sporo przychodów, przybyło nam około 30 proc. mieszkańców w ciągu siedmiu-ośmiu lat. Do kasy gminy wpływają więc coraz większe pieniądze z podatków, my mamy coraz więcej kasy na inwestycje sportowe. Dzięki temu wszyscy interesują się sportem, sport uprawiają, mało jest osób niezadowolonych.

Jak zachęciłby pan innych samorządowców do inwestowania w sport?

- Powinni mieć świadomość, że nie ma nic bardziej fascynującego niż widok prawidłowego rozwoju młodego pokolenia, mającego prawidłową hierarchię wartości. Młodzież jest naszą przyszłością.